Jest z nami zawsze gdy coś się dzieje, zwłaszcza w kuchni… Co tu dużo gadać, bez Lulka nie byłoby tego bloga.

Jack Russel terier

Lulek jest z nami od ponad dwóch lat. To typowy i nietypowy Jack Russel Terier. Typowy, bo jest niezwykle energetyczny, energiczny, uwielbia zabawę. Potrafi człowieka wykończyć (a nawet całą rodzinę i sąsiadów). Nietypowy, bo choć to niezłe ziółko, wbrew opowieściom o tej rasie, niczego nie niszczy, jest bardzo rodzinny, potrafi być przytulakiem jak klasyczny kot – kładzie się na kolanach i czeka na drapanie za uszkiem. I oczywiscie śpi z nami w łóżku… (Podobno właściciele psów dzielą się na tych którzy śpią ze swoimi pociechami i na tych, którzy się do tego nie przyznają – no to robimy comming out 😉

W hodowli Lulek dostał na imię Laluś, ale nie pasowało nam ono do tego małego rozbójnika, więc zaczęliśmy do niego mówić Luluś. Jak pozniej sprawdziliśmy – Lulek występuje też w naturze – to halucynogen z rodziny psiankowatych, do której należy też ziemniak, pomidor, czy bakłażan. Czyli wybraliśmy idealne imię 🙂

Pies niania

Luleczek uwielbia robić wszystko to co my – sprzątać (warczy i szczeka na odkurzacz), ścielić łóżka (szarpanie pościeli to super zabawa), robić drobne naprawy (mamy dwa zdobyczne śrubokręty zwędzone fachowcom), a ostatnio zabawiać Miloszka (psia niania).

Dog and baby love

Zresztą od początku Luluś czuwał przy małym.

Mistrz drugiego planu

Jak na psa Niedzielnego kucharza przystało, lubi też oczywiście gotować. Bezbłędnie wyłapuje kiedy w kuchni krojona jest polędwica:) Siada koło nóg i kładzie łapkę na stopie Eugeniusza, informując, że trzyma łapkę na pulsie. Kiedyś zaginął w mieszkaniu – kręcił się po domu i nagle zniknął. Szukaliśmy go w jego ulubionych kryjówkach, miejscach, gdzie lubi się zaszyć i zdrzemnąć. Nic – nie ma! Pies wyparował z zamkniętego na klucz mieszkania. W pewnym momencie coś zachrobotało w kuchni… To Lubaszka odpowiedział wreszcie na nasze coraz bardziej histeryczne (i paranoiczne, bo przecież pies się chyba nie teleportował) wołania. Okazało się, że wlazł do szafki z mąkami i kaszami – robiliśmy wtedy tortille, albo pierogi  – i tam poszedł w kimę:)

Lulek jest przekonany, że wszystko co jemy jest najlepsze. Nawet jego chrupki podawane z ręki podczas śniadania są o niebo lepsze niż ta sama karma w miseczce (tak, wiemy, rozpieściliśmy go 🙂 Luleczek nie lubi natomiast być fotografowany. Kiedy zobaczy aparat, ostentacyjnie się odwraca. No chyba, że w pobliżu jest jedzenie – wtedy często pojawia się w kadrze.

Jemy to śniadanie w końcu?
menu na tydzień
Bób mało mnie interesuje, ale na wszelki wypadek będę blisko…
Czy ja lubię jeżyny…?
Nie wiem… Sprawdzę…
Czego to ludzie nie wymyślą… Po co to zawijać kurczaka w placek?
Hamburger i pies backstage
Może zjemy tego hamburgera zamiast robić mu zdjęcia?
Dobra, po prostu obudź mnie jak skończysz…

Co tu dużo gadać, bez Lulcia nie byłoby tego bloga:)))))

every snack you make, every meal you bake, every bite you take, i'll be watching you