Tytuł jest trochę ściemniony, bo jednym zdaniem trudno opisać o co nam chodzi. A chodzi o to, że w przepisach na ten tydzień są cztery dania, które super smakują z kurczakiem, ale bez niego, w wersji wegetariańskiej, też są bardzo dobre.

Zanim napiszmy o menu na ten tydzień krótki wpis z FB Niedzielnego Kucharza, który pojawił się kilka dni temu:

Dzień dobry:) Chciałam Wam podziękować za ostatni zestaw dań na tydzień. Ugotowałam chyba z 4 z nich i każde było super (chodzi o menu 5 zdrowych i szybkich dań). Trafiłam na Waszego bloga, bo jestem w kryzysie kulinarnym od miesięcy:) nie mam radości z gotowania, nie mam do niego serca ani pomysłów, rodzina powoli też wymięka. Ten tydzień był najlepszy od długiego czasu! Dziękuję i czekam na kolejne przepisy.

To napisała Iza, której bardzo dziękujemy i za miłe słowa i za to, że w kilku słowach oddała to co w gotowaniu jest najważniejsze – radość gotowania, próbowania nowych rzeczy, kombinowania, wymyślania i jedzenia!!! Najlepiej z kimś: rodziną przyjaciółmi. A jeśli współbiesiadników brakuje – samemu, przy ładnie zastawionym stole. Pamiętam czasy, gdy mieszkałem sam, zanim jeszcze poznałem Agnieszkę i wtedy w każdą sobotę przygotowywałem wystawny obiad i jeśli nikt ze znajomych nie miał czasu, do stołu zasiadałem sam.

Kulinarna depresja

To co napisała Iza świetnie wpisuje się w nasze własne stany ducha i problemy z tym związane. Przed dwoma tygodniami pisaliśmy, jak pisanie bloga nam się przejadło i że samego gotowania też mieliśmy dość. Były momenty, że chcieliśmy przygodę z blogowaniem i gotowaniem rzucić i przejść na jakąś dietę pudełkową, czy wykupić abonament u pana kanapki w pracy. Tak jak Iza, mieliśmy kryzys kulinarny, żeby nie powiedzieć lekką depresję. Brzmi mocno, ale na serio było źle. Gotowanie w domu to sprawa poważna, bo chodzi o wspólne planowanie posiłków, przygotowywanie i jedzenie. My przygotowujemy jedzenie do pracy. Po powrocie wymieniamy się uwagami, że lancz był dobry i co ewentualnie można byłoby w przepisie zmienić. Nie jest tak, że wszystko kręci się u nas wokół kuchni, ale zawsze lubiliśmy domowe jedzenie i przedkładaliśmy je nad zamówione.

Przestaliśmy gotować, bo dokładnie tak jak Iza, nie mieliśmy już do tego serca, ani pomysłów. Ja, który wcześniej całe wieczory spędzałem na szukaniu przepisów i czytaniu o odżywianiu i produktach spożywczych, zacząłem grać w jakąś idiotyczną grę. Przestaliśmy gotować i jedliśmy „na mieście”, czyli generalnie to co popadnie. Efekt był taki, że jedliśmy nieregularnie, niedojadaliśmy i po powrocie z pracy kończyło się buszowaniem w lodówce i zapychaniem niezaspokojonego wcześniej głodu.

Odpoczynek od gotowania, „stania w garach”, planowania dobrze nam zrobił. Po przeszło miesięcznej przerwie wróciła nam radość gotowania i chęć robienia własnego jedzenia. Nie stało się to nagle, to był proces powrotu do kuchni i gotowania, ale w żaden sposób nieprzyspieszany, naturalny i niezobowiązujący. Nie chcieliśmy wrócić do kieratu planowania i gotowania, ale odzyskać radość, jaką nam to dawało. No i udało się! Z perspektywy mamy kilka refleksji, jak wydobyć się z kulinarnego kryzysu, który, jak nam się wydaje, przechodzi każdy, kto regularnie gotuje. Najfajniejsza nawet rzecz zmieniając się w rutynę zabija radość i przyjemność z jej wykonywania.

Wolne do odwołania

Jak uniknąć rutyny? Przede wszystkim, kiedy pojawią się symptomy kryzysu i wypalenia, po prostu najlepiej na jakiś czas dać sobie z spokój z gotowaniem. Powiecie, że łatwo powiedzieć, bo dzieci, bo współmałżonek zjeść musi. Na pewno nie umrą z głodu! Jeśli współmałżonek ma z tym problem, niech ugotuje sobie sam. Naprawdę, najlepszym wyjściem jest pójście na kuchenny odwyk, odwieszenie fartucha, wygaszenie kuchni. Jeśli jesteś osobą, która wymyśla w domu co zrobić na obiad, to masz święte prawo wziąć sobie urlop od tego obowiązku.

Pamiętam z podstawówki (dawne dzieje), opowiadanie i dzieciakach, które wróciły do domu i zamiast obiadu, znalazły na stole kartkę napisaną przez mamę: kupcie sobie obiad w barze mlecznym. Dzieciaki strasznie się przejęły, że mama jest chora, bo po raz pierwszy, od kiedy pamiętały, w domu nie było gotowego obiadu.

Barów mlecznych już teraz nie ma (lub prawie nie ma), ale dzieciakom raczej śmierć z głodu nie zagrozi, jeśli przez jakiś czas obiadu w domu nie będzie. Kwarantanna dobrze zrobi Tobie i Twoim domownikom. Ty odpoczniesz, a rodzina, która lubi kręcić nosem na to, co gotujesz, zatęskni za Twoim gotowaniem.

Kiedy wybierzesz się na wewnętrzną kuchenną migrację, naprawdę zapomnij o gotowaniu i myśleniu na ten temat. Ja stosowałem ewangeliczną zasadę: „Nie martwcie się co będziecie jeść i co będziecie pić” – wszyscy przeżyli okres kulinarnego odwyku.

Jak na powrót polubić gotowanie

Do kuchni i gotowania najlepiej wrócić dopiero wtedy, kiedy będziemy mieli na to ochotę, kiedy myślenie o gotowaniu nie będzie wiązało się z wewnętrznym przymusem robienia czegoś wbrew sobie. Warto zacząć od bardzo prostych przepisów, przekąsek, śniadań, niewymagających pracy. Jest to też dobry moment na eksperymenty, na wypróbowanie czegoś nowego lub niecodziennego. No i przede wszystkim trzeba się zastanowić, jaka była główna przyczyna kulinarnego kryzysu, co sprawiło, że odeszła chęć gotowania i przyjemność, bo gotowanie to przyjemność, stała się przymusem.

Ja zrobiłem taki rachunek sumienia i wiem co sprawiło, że straciłem ochotę na wchodzenie do kuchni. Głównie był to jakiś wewnętrzny rodzaj przymusu, że jedzenie musi zostać ugotowane, bo inaczej świat się zawali, co było oczywistą bzdurą, na dodatek wychodowaną we własnej głowie, bo domownicy nigdy nie mieli poczucia nadciągającej katastrofy.

Od miesiąca gotowanie znowu sprawia mi frajdę i przyjemność, co z kolei sprawia, że pomysły na obiady przychodzą do głowy same. Mam ochotę na gotowanie wieczorami  w wekendy. Ale nie jest to taka harówka, jak kilka miesięcy temu, nic nie robię z przymusu: jeśli nie będzie w domu obiadu, to zawsze są przecież jakieś kanapki:)

Menu z kurczakiem i zamiennikami

Dania na ten tydzień powstawały właśnie w taki sposób: nie wymuszony, nieprzekombinowany i prosty. Gotowane było na raty, a nie jednego dnia, jak mamy w zwyczaju: w piątek, sobotę i niedzielę robiłem po dwa zestawy obiadów – na bieżący dzień i na kolejny tydzień. Gotowanie w taki sposób to sprawdzona metoda, bo naprawdę zrobienie dwóch obiadów wymaga tylko minimum więcej pracy niż ugotowanie jednego. Poza tym są to naprawdę proste, dania, które na dodatek szybko się robi – pól godziny i jedzenie gotowe. Każdy obiad możesz zrobić dzień wcześniej i następnego dnia zabrać do pracy. My ugotowaliśmy jedzenie na cały tydzień i zamroziliśmy część obiadów (tutaj znajdziesz poradnik jak mrozić jedzenie).

Całe menu na tydzień wygląda tak (listę wszystkich składników znajdziesz poniżej):

Pobierz listę zakupów

Poniedziałek: Super chrupiące, pieczone nuggetsy

chrupiące nuggetsy

Te nuggetsy są naprawdę super chrupiąc i na dodatek bez odrobiny tłuszczu. Cała tajemnica tkwi w panierce i sposobie pieczenia.

Zobacz przepis

Wtorek: Zapiekanka z ziemniaków, brukselki i fankfurterek

Zapiekanka z ziemniaków jest wyjątkowa ze względu na sos, jakim należy polać warzywa i kiełbaski przed końcem pieczenia, zrobiony na bazie musztardy i miodu.

Zobacz przepis

Środa: Kalafior adobo

Pewnie słyszałeś o kurczaku adobo, który jest tradycyjnym i flagowym daniem filipińskim. Kalafior adobo to dokładnie to samo, tylko w wersji wegetariańskiej.

Zobacz przepis

Czwartek: Smażony ryż z warzywami i kurczakiem

Mega proste danie typu left overs, czyli w którym można wykorzystać wczorajszy ryż, albo kawałki pieczonego kurczaka. Można je też zrobić ze świeżych składników.

Zobacz przepis

Piątek: Burgery z fasoli, cieciorki, pęczaku i kurczaka

burgery z fasoli

To absolutny hit tego tygodnia: niezwykle smaczny i zdrowy burger, bogaty w składniki i smaki o konsystencji w niczym nieodbiegającej od klasycznych burgerów.

Zobacz przepis

Kurczak i jego zamienniki

Dlaczego napisaliśmy, że tytuł jest ściemniony? Bo we wszystkich daniach mięso, albo można zastąpić innym składnikiem, ale z niego zrezygnować. Nggetsy świetnie wyjdą zrobione z drosza lub mintaja, lub kalafiora. Jeśli frankfirterki zniknął z zapiekanki – nic nie straci na smaku. Z drugiej strony kiełbaski możecie zastąpić np. udkami z kurczaka. To samo dotyczy kalafiora adobo – to klasyczne danie z kurczakiem. Jeśli nie macie w domu kurczaka, albo kalafior jest za drogi, użyjcie udek lub podudzi. Smażony ryż doskonale obejdzie się bez mięsa. To samo dotyczy burgeró, w których zawartość kurczaka i tak jest minimalna.

To tyle w tym tygodniu. Życzymy miłego tygodnia w dobrych, kulinarnych nastrojach!