Panissa risotto, pizza na cieście z kalafiora, polpette di polo, minestrone di pesto i zdrowa pasta alfredo – tak wygląda menu na ten tydzień. Buon appetito!

Nasze menu na ten tydzień to wycieczka do Włoch tańsza niż lot Ryanairem ;-). Koszt dań na dwie osoby to 150 zł. Byłoby taniej, ale wzięliśmy w podróż także butelkę wina (bo co to za Włochy bez wina!), a do tego (niestety) zakupy zrobiliśmy w dosyć drogim sklepie… Brak czasu zmusił nas do odwiedzenia marketu położonego najbliżej naszego domu, co okazało się dużym błędem (poniżej znajdziecie kilka naszych refleksji o kupowaniu w „polskich” i „niepolskich” sklepach)! Dlatego prawdopodobnie to menu będzie Was kosztowało mniej niż nas! No to do dzieła:

Poniedziałek: Szybkie minestrone z pesto

Wtorek: Pizza diavola na kalafiorowym cieście

Środa: Polpette di polo Jamiego Oliviera

Czwartek: Risotto panissa z mielonym mięsem

Piątek: Zdrowy Alfred, czyli pasta Alfredo inaczej

Przepisy na dania już tradycyjnie będziemy dodawać codziennie rano.

Więcej naszych menu na tydzień znajdziecie tutaj.

Jak dobieraliśmy przepisy

Co jest najtrudniejsze w przygotowaniu menu na tydzień? Jeśli myślicie że gotowanie – to jesteście w błędzie! Najtrudniej wybrać zestaw ciekawych, ale prostych przepisów – na dania, które każde z nas zje z przyjemnością i które dobrze się przechowają lub zamrożą. Jaki jest na to sposób? Długie poszukiwania (lub gotowe menu od nas ;-)).

Pomysł na włoskie menu z tego tygodnia wziął się od przepisu na pizzę na cieście z kalafiora, który Eugeniusz znalazł na Tasty.co. Kiedyś robiliśmy tartę na kalafiorowym spodzie – smakowała super, dlatego tym razem postanowiliśmy zmierzyć się z pizzą. A skoro w planach pojawiła się pizza, to poszliśmy za ciosem… powstało włoskie menu. Włochy to nasz ulubiony zakątek na Ziemi, a większość włoskich przepisów spełnia wszystkie nasze wymagania – są proste, pyszne i niedrogie! Było tylko jedno utrudnienie – jakiś czas temu założyliśmy sobie że makaron będziemy jedli maksymalnie raz w tygodniu, a przecież kuchnia włoska makaronem stoi. Na szczęście jest też tak bogata, że nawet z takim ograniczeniem mieliśmy w czym wybierać!

Przepisów na włoski tydzień szukaliśmy m.in. na blogu Jamiego Oliviera. Nie jest to nasz ulubiony kucharz, niemniej trzeba mu oddać, że znakomicie potrafi upraszczać (nawet proste) potrawy.

Jak gotowaliśmy, czyli plan bitwy

Zestaw dań dobraliśmy tak, żeby ułatwić sobie gotowanie. W jaki sposób? W całym menu są elementy wspólne, np. kalafior, który występuje w pizzy i zapiekance alfredo. Kupiliśmy jedną dużą główkę, która trafiła do dwóch dań. Innym wspólnym elementem jest bulion. Rosół potrzebny był do risotta. Poza tym potrzebowaliśmy gotowanego kurczaka do zrobienia pieczonych pulpetów di polo.

Menu zostało wreszcie tak ułożone, żeby obok potraw bardziej czasochłonnych jak pulpety, były potrawy bardzo proste, jak minestrone i zapiekanka.

No i jeszcze jeden element planowania: tak układamy przepisy, żeby jak najwięcej dań zrobić w piekarniku. To zdrowy sposób gotowania, a do tego przyspiesza sprawę – kiedy jedno danie piecze się w piecu, jest czas, żeby ogarnąć inne. W tym tygodniu upiekliśmy pulpety, pizzę i zapiekankę.

Jak to wszystko ogarnęliśmy? Jeśli chcecie zrobić menu w całości, w zaplanowaniu pracy pomoże Wam ta ściągawka.
1 Nastawiliśmy bulion.
2 Zmiksowaliśmy składniki na pizzę, która trafiła do pieca.
3 Ugotowaliśmy makaron i kalafiora do zapiekanki.
4 W tym czasie spód pizzy był gotowy. Wystarczyło dodać dodatki i zapiec.
5 Zapiekanka trafiła do pieca.
6. Zaczęliśmy przygotowywać składniki do risotto.
7 W międzyczasie gotowe były kurczak i bulion. Rosół trafił do risotto. Z mięsa zrobiliśmy pulpety
8 Przygotowaliśmy składniki do sosu pomidorowego i do minestrone.
9 Zapiekana gotowa. Pulpety idą do pieca.
10 Minestrone jest gotowe. Risotto dochodzi. Pulpety podlewamy sosem pomidorowym i wstawiamy na chwilę do pieca.

Wygląda to jak obrazek z samego środka bitwy pod Grunwaldem, kiedy Krzyżacy próbują naszym odebrać chorągiew i zrobił się niezły kocioł, ale wierzcie, że wszystko zostało wcześniej zaplanowane i poszczególne elementy były realizowane zgodnie z rozkładem jazdy. Oczywiście całość można uprościć i ugotować rosół dzień wcześniej.

Jak robimy zakupy

Efektem tych prac jest pięć dań na cały tydzień, bogatych w smaki, nietuzinkowych i smacznych. I wszystko byłoby super, tylko humory psuje nam świadomość ile nas to wszystko kosztowało. Menu jest oparte o proste, niewyszukane składniki, a jednak rachunek zapłaciliśmy za wysoki. Dlaczego?
Jeśli chodzi o kupowanie produktów na nasze pięciodaniowe menu, to zaopatrujemy się w supermarketach, dyskontach i osiedlowych sklepach. Mamy pełny przegląd chyba wszystkich sieci handlowych, ogólnopolskich i lokalnych (tu niestety tylko w górach), hipermarketów, supermarketów i dyskontów, wiemy co gdzie można kupić i za ile, jakich składników nie dostaniemy itd.

Nasza refleksja jest niestety taka, że polskie sklepy są najdroższe! Ostatnio modne jest mówienie o patriotyzmie gospodarczym i jesteśmy całym sercem za, tylko niech on działa w obydwie strony: my kupujemy lokalne produkty, żeby wspierać producentów, dostawców i handlowców, no ale chcemy płacić normalne ceny! Wiadoma sprawa, że dyskonty, hipermarkety dzięki rozbudowanej logistyce, silnej pozycji przetargowej w rozmowach z dostawcami są w stanie dusić ceny kooperantów, jasne, tylko że nie mamy przekonania, że kupując w polskiej sieci wspieramy polskiego dostawcę. Mamy mocne podejrzenia, że marża idzie do kieszeni właściciela.

Mieszkając od niedawna w Rembertowie, gdzie działają dwa dyskonty, jedna sieć hipermarketów i dwie polskie sieci, zauważyliśmy pewną prawidłowość: benczmarkiem dla cen w dzielnicy są dyskonty, ale głównie dla owoców i warzyw oraz pieczywa. Polskie sieci pilnie patrzą, żeby ten towar nie był u nich za drogi. Jeśli chodzi o pozostały asortyment, nabiał, sery, to jest już wolna amerykanka i ceny w polskich sieciach mogą być nawet o 20 proc. wyższe niż dyskontach i hipermarketach. A nawet więcej. Przykład: mozzarella  – dyskont 2,99-3,99 zł, polski sklep: 4,99-6,99 zł. Dokładnie za ten sam towar!. Ryż jaśminowy: dyskont – 2,99 zł, polski sklep – 6,99 zł. Albo zupki dla dziecka: tu akurat drogeria – 4,99 zł za słoik, polski sklep – 7,99 zł.
Przykłady można mnożyć w nieskończoność.
Jeszcze jedna rzecz nas frapuje i irytuje: ceny na tzw. prowincji. W Słopnicach za zakupy w polskiej oczywiście sieci trzeba zapłacić dokładnie tyle samo co w Warszawie. Mówimy o terenach, gdzie zarobki w pobliskich zakładach w Tymbarku wynoszą połowę średniej krajowej! Gdyby nie to, że 80 proc. ludności pracuje za granicą to mało kogo byłoby stać na zakupy.
Trochę się rozpolitykowaliśmy, no ale trudno się nie zdenerwować patrząc na rachunek za zakupy. Niby nie ma inflacji, a mamy nieodparte wrażenie, że z każdym rokiem wydajemy w sklepach więcej pieniędzy z taki sam koszyk produktów.
Dajcie znaka, czy Wy też tak macie? A może jesteśmy w ciężkim błędzie i nie rozumiemy tajników i mechaniki działania rynku handlu detalicznego. Chętnie poznalibyśmy zdanie jakiegoś fachowca.

Mamy nadzieję, że Was zainspirowaliśmy! Smacznego!

Leave a Reply